Witam ;) Kiedy wyczerpałam już resztę swojego niezawodnego podkładu z Rimmel zdecydowałam się na coś lżejszego i idealnego zarówno na tą porę roku, którą mamy obecnie, jak i odpowiedniego do mojego wieku. Jako, że jestem bladzioszkiem nie było mi łatwo wybrać krem BB odcieniem idealny do mojej skóry, a jednocześnie fajnie kryjący. Właśnie ze względu na te cechy zdecydowałam się na markę Dr Ireny Eris, która pośród firm takich jak mój ukochany Rimmel czy mniej lubiany Garnier wypadła najlepiej ;)
Krem zakupiłam chyba w połowie marca, ale na początku byłam do niego sceptycznie nastawiona. Według zapewnień producenta skóra po zastosowaniu produktu powinna być zmatowiona w 70%, które jak sprawdziłam dzielnie omijają okolice strefy T, a tam efekt świecenia jest z tym kosmetykiem niestety nieunikniony. Dodatkowo, kiedy jeszcze mieliśmy zimę w połowie marca, krem na skórze lekko zmieniał swój odcień na ciemniejszy i nie jestem pewna czy przez to, że w zimę moja buzia jest jeszcze bledsza niż zwykle czy z jakiegoś innego niewyjaśnionego powodu.
Wracając do meritum, jakiś czas temu wygrzebałam go z zakamarków szafki i dałam mu drugą szansę. Krem ładnie wyrównał koloryt skóry, nawilżył ją, nie podkreślił suchych skórek, które zostały po wyleczonych niespodziankach, a nawet zmatowił skórę całej twarzy. Miło mnie to zaskoczyło, jednak wciąż nie byłam pewna czy po jakimś czasie nie będę wyglądać jakbym nadużywała marchewek. O dziwno nic takiego nie miało miejsca ;)
SKŁAD: niestety w internecie nic nie znalazłam, a kartonowego pudełeczka pozbyłam się już bardzo dawno temu ;)
Konsystencja kremu jest okej, nie za rzadka, ale też nie bardzo ciężka. Kosmetyk bardzo fajnie aplikuje się dłońmi - nakładałam go też gąbeczką, ale chyba nic nie przebije naszych rąk ;) Ja lubię dawać go troszkę więcej niż potrzebuje, bo zauważyłam, że wtedy pozostaje z nami na dłużej, choć i bez tego trwałość jest wysoka. Lekko świecę się na policzkach po aplikacji, ale po przyprószeniu pudrem już nic nie widać. Krem nie zakryje jakiś większych niedoskonałości, ale z małymi plamkami i lekkimi cieniami pod oczami fajnie sobie radzi. Skóra wygląda naturalnie oraz świeżo. Produkt warty swojej ceny - ok. 15 zł ;)
Stosuję odcień 01 i jeżeli jak ja jesteście bladzioszkami to polecam ;)
Pozdrawiam.
Ja używam BB z Garniera i jestem z niego zadowolona, ale ten Under Twenty też mnie kusi ;)
OdpowiedzUsuńNawet najjaśniejszy Garnier był dla mnie zaciemny ;c
UsuńSwojego czasu używałam tych kosmetyków :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do wzajemnego obserwowania ;)
Oraz na WAKACYJNE ROZDANIE na www.aneczka84.blogspot.com
jaka jest twoja opinia na ich temat? ;3
Usuńjuż zaglądam c;
Nie miałam jeszcze BB 20, ale słyszałam że są dobre:) Pewnie uzupełnię nimi kufer :)
OdpowiedzUsuńuzupełnij c; polecam!
UsuńMoja siostra go używa i sobie chwali. Ja mam krem BB z Astora ;D
OdpowiedzUsuńnie słyszałam o nim c; fajny?
Usuń