10/25/2015

JAK CZYTAĆ SYMBOLE NA KOSMETYKACH?

Strzałki, zagraniczne oznaczenia i dziwne skróty! Nie zawsze jesteście pewne co znaczą niektóre symbole? Spokojnie, ja też nie znam ich wszystkich,  a co więcej do niedawna nawet nie wiedziałam, że jest ich aż tak wiele. Przeciętny konsument kupując kosmetyk zwraca jedynie uwagę na obietnice producenta, fajną reklamę i, nie oszukujmy się, wygląd opakowania, ale nie to jest najważniejsze. Dlatego dziś w dalszej części wpisu wyjaśnię Wam z czym to się je i dlaczego właściwie te dziwne oznaczenia są tak istotne, zapraszam!


1. E oznacza, że podczas paczkowania towaru producent skorzystał z uznaniowego standardowego systemu kontroli wagi lub objętości na etapie produkcyjnym (podawany jest przy zawartości nominalnej produktu [g] lub [ml]).
2. 303 (i nie tylko) to symbol stosowany na opakowaniach aerozolowych, który oznacza dokładną pojemność wyrażoną w mililitrach. Znajdziemy go na dezodorantach, lub suchych szamponach; producent ma obowiązek umieścić go na swoim produkcie.
3. ALU to opakowania wykonane z aluminium. Oprócz tego dostępne są te wykonane z HDPE lub LDPE, które kolejno oznaczają polietylen o dużej gęstości i polietylen o małej gęstości.
4. Koło wokół trzech strzałek to znak, że opakowanie zostało zrobione z tworzyw z odzysku.
5. Odwrócony epsilon daje gwarancję, że produkt spełnia polskie i europejskie wymagania; stosowany na opakowaniach produktów aerozolowych.
6. Ręka na książce: symbol stosowany, gdy opakowanie jest zbyt małe by umieścić na nim całą specyfikacje danego produktu, wtedy również dołączana jest ulotka, na której te informacje się znajdują.
7. Margaretka (stokrotka) znak wprowadzony przez Unię Europejską; oznacza, że nie tylko produkt, ale także i proces jego powstawania są bezpieczne dla środowiska przy zachowaniu norm ekologicznych.
8. Nietestowany na zwierzętach: symbol nieobowiązkowy (może mieć różny kształt), który coraz rzadziej pojawia się na kosmetykach, ponieważ od 2004 roku w UE obowiązuje całkowity zakaz takich testów (nie oznacza to jednak, że producenci nie zlecają ich wykonania krajom spoza Unii Europejskiej).
9. Znak Ekologiczny jest nadawany odpłatnie i oznacza, że dany produkt spełnił wymagania Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji.
10. Kosmetyk organiczny: nadawany przez Soil Association; daje gwarancje, że produkt został wykonany w 95% ze składników organicznych (lub w co najmniej 70% z dopiskiem „ze składnikami organicznymi”) nie modyfikowanych genetycznie i jest przyjazny dla środowiska.
11. ECOCERT to jedna z najważniejszych jednostek certyfikujących kosmetyki ekologiczne, a nadawany przez nią symbol jest głównym znakiem potwierdzającym czystość ekologiczną. Organizacja wyróżnia dwa rodzaje kosmetyków: naturalny (co najmniej 95% składników pochodzenia naturalnego) oraz naturalny ekologiczny (co najmniej 95% składników pochodzenia naturalnego, z czego 50% pochodzi z upraw ekologicznych).
12. Zielony punkt oznacza, że producent ma obowiązek recyklingu opakowania - w teorii, bo w praktyce znak ten informuje, że producent ma podpisaną umowę z organizacją odzysku i recyklingu odpadów opakowaniowych, która jednocześnie posiada licencję na używanie tego znaku.
13. PAO, czyli „period after opening” (lub symbol otwartego słoiczka); informuje o tym jak długo po otwarciu opakowania produkt będzie zdatny do użytku. Producent ma obowiązek umieścić to oznaczenie jeżeli termin trwałości danego produktu jest krótszy niż 30 miesięcy, co nie dotyczy kosmetyków w opakowaniach jednorazowych, lub aerozoli (ponieważ zawartość nie ma kontaktu ze środowiskiem zewnętrznym). 
14. Ochrona przeciwsłoneczna: symbol stosowany jedynie na filtrach przeciwsłonecznych; produkt tak oznakowany spełnia zalecenia Komisji Europejskiej w zakresie skuteczności ochrony przed promieniowaniem UVA.
15. Dbaj o czystość oznacza, że po zużyciu produktu opakowanie należy wyrzucić do odpowiedniego kosza,  ponieważ przeznaczone jest do odzysku.
16. Vegan gwarantuje, że do produkcji kosmetyków oznaczonych tym znakiem nie użyto ani jednego składnika pochodzenia zwierzęcego.

Co jeszcze powinno znaleźć się na opakowaniu kosmetyku dopuszczonego do obrotu? 
Aby dany produkt znalazł się na półkach drogerii musi spełniać pewne wymagania prawne dotyczące opakowań, czyli przede wszystkim zawierać nazwę handlową, w tym informację o przeznaczeniu, oraz adres producenta, który może być skrócony (ale czytelny), albo podwojony (a wtedy ten główny, gdzie znajduje się receptura i certyfikaty, powinien być podkreślony lub pogrubiony). Oprócz tego na etykiecie powinna się znajdować ilość nominalna wyrażona w gramach/mililitrach (nie ma obowiązku umieszczania jej na produktach jednorazowych, których pojemność jest mniejsza niż 5 ml/g, oraz darmowych próbkach), termin ważności, czy składniki uszeregowane według INCI, a także powyższe symbole. 

Aby być świadomym konsumentem nie trzeba pamiętać znaczenia wszystkich symboli, wystarczy zapamiętać kilka z nich, a niektórych warto się chociaż domyślać. Mam nadzieję, że ten mały przemyt informacji z wykładów (o czym opowiadałam tutaj) przyda się podczas niejednych zakupów. Dodam tylko, że następnym razem podzielę się informacjami o starzeniu się skóry i promieniowaniu UVA, UVB oraz UVC. 

Które symbole były dla Was niejasne? A może z którymś spotkałyście się pierwszy raz?

10/12/2015

NIEKOSMETYCZNIE: JESTEM STUDENTKĄ


Jest cudownie! 
Zacznę może od tego, że ostatni wpis na blogu pojawił się jeszcze przed moja maturą, czyli już dość dawno temu. Od tamtej pory udało mi się znaleźć pracę, którą ze względu na tryb studiów utrzymuje do dziś i zostałam studentką. Jeżeli mowa o tym pierwszym to pracuje na stanowisku, które naprawdę lubię, a mianowicie jako kasjer/sprzedawca w Rossmannie. Niby nic nadzwyczajnego, ale podoba mi się ta praca, bo lubię tą całą otoczkę związaną z kosmetykami, nic więc dziwnego, że i studia wybrałam pod tym kątem, zapisując się na kosmetologie. Dzięki temu ciekawe smaczki wprost z anatomii, czy biologii i genetyki trafią wprost tutaj, a dodatkowo może uda mi się informować Was o co większych promocjach, jak ta -40% z zeszłego roku. Cóż, o pracy czy studiach przeczytacie pewnie jeszcze nie raz, bo mimo, że obydwa mi odpowiadają to z reguły lubię sobie  ponarzekać na klientów, którzy rozwalają cały sklep, czy na profesorów :)
Nadszedł czas by wrócić do pisania!

A co u Was?
pozdrawiam.

5/19/2015

UNIWERSALNY OLEJEK ZE SŁODKICH MIGDAŁÓW

Muszę przyznać, że dotąd nie słyszałam o tak wielofunkcyjnym produkcie jak ten! Gdyby nie to, że do jego zakupu skłoniła mnie czysta ciekawość z pewnością nie przekonałabym się o tym jak doskonale nawilża twarz, dokładnie zmywa makijaż, czy odżywia skórki wokół paznokci, ale chwila, chwila, olejek ze słodkich migdałów działa także świetnie na włosy. Zachwytów nie ma końca. 



Moja butelka liczy sobie 30 ml i pochodzi ze strony triny.pl, gdzie kosztuje prawie 11 PLN. Olej ze słodkich migdałów według producentów i dystrybutorów jest idealny do pielęgnacji skóry wrażliwej, nawilża, nie powoduje reakcji alergicznych, wykorzystuje się go do leczenia chorób skóry, odmładza, a nawet działa przeciwzmarszczkowo oraz łagodzi rozstępy. Dodatkowo odżywia wysuszone i zniszczone włosy. 

Jak wspomniałam olejek od Nacomi stosuję na twarz, paznokcie i włosy. Zmarszczek jeszcze nie posiadam, więc dotychczas sprawdza się idealnie jeżeli chodzi o nawilżanie - pozostawia skórę przyjemnie gładką i odżywioną, lub demakijaż, bo produkt naprawdę przyzwoicie rozpuszcza kreskę czy tusz, ale także podkład lub korektor. Dopieszczam nim również skórki wokół płytki paznokci po każdym malowaniu oraz sporadycznie, głównie na noc, włosy (na zmianę z Babydream fur mama i olejem musztardowym), które rano po umyciu są miękkie i lepiej się układają.


Warto wspomnieć, ze olej jest dość gęsty, przez co również wydajny, choć niestety jest też bardzo tłusty i łatwo wziąć go za dużo podczas nakładania. Cóż, olejek ze słodkich migdałów ma tylko jedną wadę - brak zapachu. Delikatna woń migdałów, taka jak ze świeżo otwartego opakowania orzechów, zdecydowanie umiliłaby czas aplikacji. 

A jakie są Wasze ulubione wszechstronne oleje? 
pozdrawiam.

5/12/2015

KOLORÓWKA: NOWOŚCI KWIECIEŃ&MAJ | USUNIĘTE Z WISHLISTY

Pamiętacie moją wishliste z początku roku? Znalazło się na niej kilka przedmiotów, tych mniej realnych jak aparat fotograficzny i tych bardziej przyziemnych jak lakiery Essie czy wypiekany róż z I Heart Make Up. Jednak w podpunkcie piątym bodajże wspomniałam o palecie cieni Iconic 3 od Makeup Revolution, dlatego z dniem dzisiejszym oficjalnie mogę wykreślić ją z owej listy! A oprócz niej, udało mi się kupić parę nowości - również te ze słynnych promocji jak ta w Rossmannie czy w drogerii Natura - którymi chciałabym się pochwalić, zapraszam.


O wspomnianej palecie cieni było głośno już jakiś czas temu, ale te pozytywne jak i te negatywne wieści o firmie jeszcze nie ucichły. Muszę przyznać, że niemałe słowa pochwały o Iconic 3 są jednak czasami napisane nad wyraz, choć nie mogę powiedzieć bym się zawiodła, a co nieco więcej chcę się jeszcze o niej dowiedzieć. Wspomnę tylko, że zakupiłam ją tutaj, a przesyłka była ślicznie zapakowana i dotarła do mnie okropnie szybko :)


Przy zakupie Iconic 3 do koszyka dorzuciłam także wypiekany róż z Makeup Revolution w odcieniu Love Me The Best oraz pędzel do rozcierania cieni Hakuro H77. Oba produkty póki co spisują się świetnie, a ja jestem pod ogromnym wrażeniem możliwości drugiego z nich. Na słynnej promocji -49% w Rossmannie, na której dosłownie musiałam dopychać się do szaf z kosmetykami, kupiłam lakier z nowej serii sygnowanej Ritą Orą od Rimmel numer 270 Sweet Retreat w przepięknym różowym kolorze, a także tusz Lash Sensational od Maybelline (więcej o nim za niedługo). Zaś podczas przecen w drogerii Natura wzięłam kredkę do brwi z Catrice - tu mała anegdotka: nie maluję brwi, więc chciałam spróbować i wyglądam okropnie - oraz już drugi pojemniczek korektora Camouflage również z Catrice

Co myślicie o moich zakupach? 
Jeżeli mieliście coś o czym wspomniałam to koniecznie napiszcie mi co o tym myślicie i jakie są wasze doświadczenia,
pozdrawiam.

4/13/2015

BUBEL: szampon Yves Rocher Volume&płyn micelarny Yves Rocher 3 Herbaty

Zawiodłam się! Po udanych chwilach z firmą Yves Rocher (tutaj) postawiłam nie małą poprzeczkę kolejnym produktom tej marki; jak się okazuje chyba jednak za wysoką. Płyn micelarny z zawartością ekstraktu z 3 herbat słynie z kompleksowego działania wody zmywającej makijaż z efektem rewitalizującym. Producent określa formułę jako 3w1, czyli oczyszczenie, odmłodzenie i odświeżenie. W teorii, bo w praktyce Eau Micellaire Demaquillante 3 Thes Detoxifiants nie robi nic! Produkt, za nie male pieniądze jak na swoją kategorię (około 35 PLN), rozmazuje makijaż oczu - zaledwie tusz, niewodoodporny eyeliner to dla niego sprawa niewykonalna, nie domywa podkładu, o kosmetykach do ust nie wspominając. Na domiar złego jako osoba nosząca szkła kontaktowe muszę poskarżyć się na pieczenie, szczypanie i uciążliwe czerwone plamki wokół oczu. Ratuje go przyjemny, zielony kolor widoczny na waciku i miły zapach parzonej herbaty.

Skład: Aqua, Butylene Glycol, Anthemis Nobilis Flower Water, Mangiferin, Glycerin, PEG-40 Glyceryl Cocoate, Betaine, Sodium Coceth Sulfate, Methylparaben, Phenoxyethanol, Oleth-20, Oleth-10, Allantoin, Parfum, Camellia Sinensis Leaf Extract, Tetrasodium EDTA, Rosa Canina Fruit Oil, Maltodextrin.


Dotychczas szampony nadające objętość kojarzyły mi się tylko z nieatrakcyjnym puchem i ogromną, nie możliwą do ogarnięcia objętością. Póki nie sięgnęłam po Volumizing Shampoo od Yves Rocher, który przynosi odwrotne efekty. Fakt, że moje włosy nie należą do tych cienkich i delikatnych, i są raczej długie niż krótkie, nie usprawiedliwia przyklapniętych, jakby niedomytych kosmyków - oleje po umyciu dalej są wyczuwalne; dodatkowo szybko przetłuszczających się. Szampon gwarantuje względną świeżość przez około pół dnia, później włosy nadają sie już tylko do związania lub umycia. Jako niewielki atut dostrzegam jedynie delikatny środek myjący (za delikatny!) i przyjemny kwiatowy zapach. Cena - około 12 PLN, jest również korzystna.

Skład: Aqua/Water/Eau, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Malva Sylvestris (Mallow) Flower/Leaf/Stem Extract, Glyceryl Oleate, Coco-Glucoside, Sodium Benzoate, Parfum/Fragrance, Glycerin, Citric Acid, Panthenol, Alcohol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sodium Chloride, Salicylic Acid.


Na tych dwóch produktach kończą się moje nie do końca przyjemne testy kosmetyków Yves Rocher. Przyznam, że najbardziej nie spodobało mi się działanie szamponu, który jest polecany przez obiecujące grono włosomaniaczek, a który na moich włosach okazał się totalnym bublem. Jeżeli chodzi o płyn micelarny, to cieszę się, że jest on jedynie prezentem od równie niezadowolonej koleżanki, choć liczyłam na coś bardziej zgodnego z obietnicami producenta.

Nic dodać nic ująć. Jakie są wasze doświadczenia z tymi produktami?
pozdrawiam.

4/05/2015

PRZEGLĄD LAKIERÓW | GOLDEN ROSE RICH COLOR

Zwykle przeglądając lakiery z pomysłem pomalowania paznokci kompletnie nie mogę się zdecydować, który z kolorów wybrać. Wówczas staram się przypomnieć sobie jaką całość tworzył ów odcień wraz z dłonią. Zdarza się, że o tym decyduje również długość paznokci jakie aktualnie noszę, a także zachcianka, choć ta głównie. Będąc w temacie, pomyślałam o pokazaniu Wam swojej niewielkiej kolekcji lakierów - wraz ze swatchami - zaczynając od najliczniejszej grupy, czyli lakierów Golden Rose z serii Rich Color.


Na stronie producenta dostępnych jest aż 118 odcieni, a wśród nich są zarówno te perłowe, klasyczne i z drobinkami. Lakiery cechuje doskonale krycie już przy jednej warstwie, trwałość i połysk, a także szeroki pędzelek, który zdecydowanie ułatwia aplikację. W rzeczywistości każdy z moich ośmiu kolorów charakteryzuje inna pigmentacja i długość noszenia, a niezmienny pozostaje jedynie sposób nakładania.



Powyżej lakiery o większej ostrości to kolejno od lewej - no. 10, no. 38 oraz no. 34. Pierwszy z nich to idealny, lekko ciepły kolor nude, którym pomalowane paznokcie wyglądają nieco szykownie, a cała dłoń prezentuje się schludnie i nietypowo - możecie go zobaczyć na kciuku dwa zdjęcia niżej. Charakteryzuje go dość dobra trwałość (około dwóch/trzech dni), a także odpowiednie krycie po dwóch warstwach. Kolejny, przepiękny, iście wiosenny fiolet pokazywałam już jakiś czas temu w osobnym poście tutaj. Moja ulubiona, niekonwencjonalna i perłowa czerwień znajduje się na środkowym palcu trzy zdjęcia w dół. Ma takie same właściwości jak pierwszy lakier.


Pierwszy, a zarazem najgorszy jakościowo lakier jaki posiadam z tej serii to odcień no. 15. W jego przypadku doskonałe krycie ogranicza się do 3 warstw z lekkimi prześwitami płytki paznokcia, a trwałość to, nie oszukując, około dnia. Również kolor, w buteleczce piękny zgaszony niebieski, na paznokciu wygląda po prostu nijak. Znajduje się na środkowym palcu trzy zdjęcia poniżej.


Muszę przyznać, że nie przepadam za klasyczną czerwienią wozu strażackiego, dlatego chętnie kupuje lakiery jak ten poniżej na palcu wskazującym, czyli no. 30. Ten kolor utrzymuje się 3/4 dni na paznokciach, nie odpryskuje, a po takim czasie lekko zdarte końcówki po prostu irytują; pełne krycie można uzyskać po dwóch warstwach. Na serdecznym znajduje sie no. 112, czyli odcień khaki. który nie wszystkim może się spodobać. Sama również za nim nie przepadam, ale jako akcent na jednym lub dwóch paznokciach wygląda naprawdę korzystnie. Niestety odpowiednie pokrycie płytki w jego przypadku jest osiągalne dopiero po dwóch grubszych warstwach, lub trzech cieńszych; trwałość taka sama jak w przypadku lakieru nude. Ostatni - no.108, pokazywałam w osobnym poście tutaj



Poniżej lakier, który szukałam od dłuższego czasu, czyli no. 102. Jego unikatowy kolor w zależności od światła wygląda bardziej szaro, lub fioletowo. Na paznokciu utrzymuje się około 3/4 dni, nie odpryskuje. Szeroki pędzelek, tak jak w przypadku innych odcieni ułatwia rozprowadzanie; kryje po jednej warstwie.


Warto wspomnieć, że lakiery Golden Rose należą do tych tańszych (seria Rich Color to około 6 PLN), a patrząc na ich nieadekwatne do ceny, bo naprawdę dobre właściwości trudno mówić o stracie pieniędzy, nawet jeżeli któryś z nich okaże sie nieodpowiedni. Do pokazania mam jeszcze wiele lakierów np. z Sally Hansen, Maybelline i Rimmel, a także Eveline, czyli te edycje raczej łatwo dostępne i niedrogie. 

Koniecznie napiszcie co sądzicie o lakierach Golden Rose oraz o moim pomyśle,
pozdrawiam.

3/22/2015

NOWOŚCI LUTEGO&MARCA 2015

Wczoraj był pierwszy dzień wiosny! Musze przyznać, że w tym roku nie polubiłam zimy, i choć wiosna zbliża się nieubłaganie, a z nią nieszczęsna matura, nie mogę się doczekać pierwszych liści na drzewach i chwil bez zimowych kurtek i grubych szalików. Nadchodzący okres to również coraz ciekawsze zdjęcia na blogu, których już nie mogę się doczekać, bo aura domowego zacisza, czyli ubrania i tektura jako tło, zaczynają przyprawiać mnie o mdłości, a każde nowo odkryte miejsce idealne do fotografowania to kolejny uśmiech na twarzy :) Tyle słowem wstępu, a przechodząc do tematu wpisu pokaże Wam dziś kilka różnorodnych nowości, które bądź co bądź trafiły do mnie niedawno, zapraszam.


Jak zawsze, również w tych miesiącach nie mogło zabraknąć produktów do włosów. Tutaj znajduje się przede wszystkim drożdżowa maska od Babuszki Agafii, o której słyszałam już miliony dobrych słów, a na chwilę obecną mogę stwierdzić, że przepięknie pachnie maślanymi ciasteczkami.  W marcu kupiłam także odżywkę z mydłem Aleppo od Planeta Organica, bo kiedyś miałam szampon z tej serii (klik) i pamiętam, że byłam z niego bardzo zadowolona. 


Choć niechętnie podchodziłam do jakichkolwiek produktów z Yves Rocher, początkiem tego roku sięgnęłam po jeden z ich szamponów (klik), a po jego wykończeniu zdecydowałam się na krok, o który nigdy bym się nie posądziła, choć o tym później, a mianowicie na szampon nadający objętość. Również dość niedawno kupiłam szczotkę Tangle Teezer w wersji kompaktowej, bo po pozytywnej przygodzie z wersją Elite, a nieprzyjemnej z grzebieniem noszonym w torebce, pomyślałam, że czas najwyższy coś zmienić :)


W tych miesiącach zrobiłam także porządki w kosmetyczce i pozbyłam się prawie połowy kosmetyków, których nie używałam, bądź nigdy nie użyłam, między innymi tuszy, które jak wiadomo powinno się zmieniać dość często. Na ich miejsce kupiłam False Lash Wings od L'Oreal oraz Bourjois Twist Up The Volume. Będąc w temacie oczu, początkiem lutego w jednej z przesyłek ze sklepów internetowych znalazłam także Color Tattoo 24H od Maybelline w kolorze czarnym. 


Obecnie, podążając za panującym trendem olejowania wszystkiego, także skóry twarzy, coraz częściej, choć nie codziennie, wprowadzam do swojej pielęgnacji olejek Magic Rose od Evrēe, o którym pisałam tutaj. Po namowach koleżanki i nie zapominając o oczyszczaniu, zakupiłam także dziegciową maskę do twarzy od Babuszki Agafii, o której za niedługo pojawi sie coś więcej.


Nie mogłam sobie odmówić również takich małych zakupów i podczas paru wizyt w centrach handlowych kupiłam dwa lakiery Golden Rose - matte no. 10, czyli przepiękny granatowy kolor w wersji matowej, a także rich color no.102, czyli lila zgaszona szarością, o której myślałam już bardzo długo. Nie obyło się także bez cienia ekstrawagancji, a mianowicie bez lakieru Eveline miniMax w odcieniu złota - no. 957.


Co myślicie o moich zakupach? Macie coś z powyższych, polecacie czy odradzacie? 
Pisząc, zauważyłam, że w tych miesiącach zabrakło produktów do pielęgnacji ciała m.in. balsamów czy maseł. Będąc szczerą, planuje to nadrobić początkiem kwietnia :)
pozdrawiam.

3/09/2015

♥ olejek Magic Rose od Evrèe ♥

Olejek Magic Rose jest cudowny! Doskonale odżywia skórę, wygładza i rzeczywiście ujednolica przebarwienia potrądzikowe, a w zestawieniu z takim działaniem nawet nieprzyjemny różany zapach nie ma szans by go zdyskwalifikować. Zaczynając od początku, olejki w pielęgnacji skóry twarzy odkryłam właściwie dzięki marce Evrèe. Jednak wielokrotnie starałam się po nie sięgnąć, jak widać z marnym efektem, ale trudno być zaskoczonym kiedy w sieci krąży tyle nieprzyjemnych słów o zapychaniu i wypryskach. Jak widać zaryzykowałam i zdecydowanie nie żałuje!


Magic Rose zamknięty w przepiękną, minimalistyczną szklaną buteleczkę z pipetą idealnie sprawdza się w tego typu produkcie, a dodatkowo wygląda porządnie i estetycznie. Dodam, że przy każdej aplikacji zwykle biorę pięć do sześciu kropel, co jest całą zawartością pipety. 


Od producenta: Olejek Magic Rose to kompleks witamin C, A i B oraz kwasów owocowych, które nawilżają i upiększają skórę, a starannie dobrane nuty zapachowe pobudzają zmysły. Olejek różany redukuje przebarwienia, łagodzi stany zapalne, uszczelnia naczynia krwionośne oraz reguluje produkcję sebum. Co więcej, olejek może być stosowany przez osoby z bardzo wrażliwą i problematyczną cerą. Olejek różany - zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 6 i 9, witaminy C, A i B oraz kwasy owocowe.

Skład: Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA, Benzyl Salicytate, Citronellol, Euqenol, Geraniol, Hudroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum (Fragrance), Linalool

Cena: około 30 PLN


Wspomniałam o zapachu olejku, gdzie wyczuwalny jest intensywny aromat róży. Jest to dość specyficzna woń, która nie każdemu się spodoba, jednak można się do niego przyzwyczaić, a nawet przy długim stosowaniu polubić. Dla mnie nie jest on już tak drażniący, a i wydaje się dość przyjemny :)


Działanie olejku to już czysta formalność, bo jak pisałam na początku jest ono wręcz brawurowe (ktoś tak jeszcze mówi?). Magic Rose doskonale odżywia skórę, pozostawiając ją wygładzoną i bogatą w cenne składniki, dzięki czemu nie ma na niej żadnych suchych skórek, ani plam. Będąc już przy plamach, warto wspomnieć o przebarwieniach, które nie zniknęły magicznie, jednak zauważyłam ich lekkie ujednolicenie z pozostała skórą, więc prawdopodobnie przy dłuższym stosowaniu znikną całkowicie. Oprócz tego jak na tego typu produkt dość szybko się wchłania, ale nie stosowałam go na dzień i nie wiem jak będzie się sprawdzał pod makijażem. 

Suma summarum, jestem nim zachwycona ♥ A wy co o nim myślicie? 
pozdrawiam.

3/02/2015

krem na dzień z serii HYDRO z winogronem i białą herbatą od Alterra

Wybór kremu na dzień, który jednocześnie będzie idealny pod makijaż, to dla mnie dość prosta sprawa. Zwykle po dokładnym przewertowaniu opinii na forach internetowych, staram się znaleźć coś co idealnie zaspokoi potrzeby mojej skóry, czyli nawilżenie i lekkie zredukowanie świecenia. Oprócz tego oczywiście wymagam by krem nie uczulił mnie i nie powodował nowych zaskórników. Czy ja nie oczekuję za wiele? Otóż nie, bo udało mi się znaleźć krem idealny!



Krem z serii HYDRO od Alterry to przede wszystkim lekka konsystencja przypominająca wodę, a także dziwne zachowanie na skórze - kosmetyk bieleje na twarzy, choć naturalnie jest biały, przez co wymaga długiego rozsmarowywania; po tym czasie wchłania się całkowicie. Przez swoją formułę jest również niesamowicie wydajny. Zauważyłam, że jedynym minusem może okazać się odkręcana zakrętka i w tym przypadku lepiej sprawdziłoby sie inne rozwiązanie.


Od producenta: Krem na dzień Alterra został stworzony specjalnie dla ubogo nawilżonej cery z pierwszymi oznakami starzenia. Hydrokomplex z kwasem hialuronowym i Pentavitin sprawiają, że skóra jest zadbana cały dzień i w połączeniu z ekstraktem z białej herbaty działają przeciwko pierwszym oznakom starzenia się skóry. Dodatkowo dzięki pełnowartościowemu olejowi z oliwek, masłu shea i ekstraktowi z winogron cera pozostaje niesamowicie gładka. Świeży zapach jest `kropką nad i` przy pielęgnacji skóry tym kremem.

Skład: Aqua, Glycine Soja (Oil), Glycerin, Alcohol, Olea Europaea (Oil), Butyrospermum Parkii (Butter), Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Helianthus Annuus (Hybrid Oil), Vitis Vinifera (Seed Oil), Potassium Cetyl Phosphate, Camellia Sinensis (Leaf Extract), Vitis Vinifera (Fruit Extract), Sodium Lactate, Xanthan Gum, Saccharide Isomerate, Hydrogenated Palm Glycerides, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Helianthus Annuus (Seed Oil), Hydrogenated Lecithin, Lecithin, Lysolecithin, Brassica Campestris Sterols, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Citral, Limonene, Eugenol.

Cena: około 12 PLN


Dzięki przyjaznym składnikom krem gwarantuje nawilżenie i ukojenie skóry, a całemu zabiegowi towarzyszy przyjemny zapach (na początku myślałam, że to ogórek, ale według producenta to winogrona :)). Nie zauważyłam, by produkt wybitnie przedłużał lub skracał trwałość makijażu, jest raczej neutralny; nie powoduje ważenia się podkładu. W zimowe dni sprawdził się idealnie - nie doskwierała mi sucha skóra, ani nieprzyjemne świecenie. Oprócz tego krem jakby przyśpieszał gojenie zaskórników, choć to może tylko moje widzimisię :) 

Co o nim myślicie? Jakie jest Wasze doświadczenie z marką Rossmanna?
pozdrawiam.

2/27/2015

KOSZMAREK: róż Liquid Blush od Manhattan

Kiedy zamówiłam go parę tygodni temu nie wiedziałam czego oczekiwać po tego typu produkcie, choć przyznam liczyłam, że okaże się na tyle dobry, by mógł zastąpić róż w formie pudrowej. Jak się później okazało, dawał tylko nieestetyczny wygląd - o ile w ogóle taki się pojawiał, bo Liquid Blush często wcale nie pojawiał się na policzkach. Dobrze rozsmarowany znikał jeszcze w trakcie nakładania, a pozostawiony cienką warstwą na skórze ważył się i nie wyglądał atrakcyjnie. Cóż, dość dziwny kosmetyk.


Róż Manhattanu to także nieadekwatna do nazwy konsystencja. Określony jako płynny w gruncie rzeczy jest raczej musem, który jakby robi się rzadszy w kontakcie z ciepłem ciała. Warto wspomnieć, że z tego typu formułą akurat opakowanie odpowiadało mi w stu procentach i nie miałam najmniejszego problemu z tubką. Róż pachnie trochę słodko, ale dalej jest to chemiczny zapach charakterystyczny dla kosmetyków.


Od producenta: Róż ten daje naturalny rumieniec, efekt jest bardzo naturalny. Równo rozprowadza się na skórze, ma kremową konsystencję. Wyczuwalny jest dość intensywny zapach. Wystarczy nałożyć bardzo niewielką ilość produktu opuszkami palców na policzki delikatnie wklepując produkt.

Cena: około 4 PLN (na ezebra.pl)


Jak wspomniałam róż zdecydowanie nie należy do tych najlepszych, a głównie dlatego, że kompletnie nic nie robi. Choć paradoks, nałożony grubą warstwą (lub kilkoma cieńszymi) jest już widoczny na twarzy, ale na pewno nie tak jak powinien, ponieważ jest zbyt intensywny i tandetny. Dodatkowo kolor Cheeky Charming na policzkach wygląda jeszcze bardziej pomarańczowo. Suma summarum, ten róż to okropny koszmarek!

Co o nim myślicie?
pozdrawiam.

2/22/2015

Jak to pachnie! czekoladowa wazelina do ust od Flos Lek

Wystarczy otworzyć słoiczek, a z niego wydobędzie się kuszący zapach mlecznej czekolady - i tak za każdym razem! Jednak czekoladowa wazelina do ust od Flos Lek, kusi nie tylko zapachem, ale także wartościami odżywczymi, które w jej przypadku są godne pochwał. Przejdę od razu do wad, bo wydaje mi się, że doszukałam się zaledwie jednej, a uważam, że oprócz wyśmienitego aromatu wazelina powinna mieć taki sam smak, choć nie wiem czy powstrzymałabym się tak łatwo :)


Cóż, nie ma potrzeby rozwodzić się nad opakowaniem, przyznam, że nie ważne jakie ono by było, to co znajduje się w środku całkowicie rekompensuje wygląd zewnętrzny, chociaż tutaj nie mam na co narzekać :) Mogłabym jedynie wspomnieć, że ta forma nie jest higieniczna, ale mi osobiście to nie przeszkadza, bo produktu używam jedynie w domu.


Od producenta: Zmysłowa pielęgnacja i skuteczna ochrona ust przed szkodliwym działaniem czynników atmosferycznych i środowiskowych, takich jak zmiany temperatury, słońce, cy wiatr. Wazelina wygładza, nawilża i delikatnie natłuszcza usta. Intensywnie regeneruje, niweluje szorstkość i zapobiega pękaniu naskórka. Cudowny zapach słodkiej czekolady przyniesie niezwykłą przyjemność dla zmysłów, a Ty staniesz się prawdziwym ekspertem od pocałunków. Efekt to zregenerowane, miękkie i subtelnie nabłyszczone usta, zabezpieczone rzed wysychaniem i pierzchnięciem. 

Skład: Petrolatum(vaseline), Cetyl Alcohol, Cholesterol, Copernicia Cerifera Cera, Hydrogenated Vegetable Oil, Aroma, Benzyl Benzoate

Cena: około 8 PLN


Działanie wazeliny opisuje jedno słowo: wspaniałe! Gruba warstwa produktu pozostawia usta głęboko odżywione, jakby naprawione i miękkie do bólu. Dodatkowo towarzyszy temu niesamowicie przyjemny zapach, więc czego chcieć więcej? :)

Przepadłam na rzecz nieprzyzwoitej czekoladowej wazeliny, a Wy? 
pozdrawiam.

2/13/2015

szampon stymulujący ANTI-HAIR LOSS od Yves Rocher

Gdybym dowiedziała się, że zwykły kosmetyk obali moją żelazną tezę - szampon ma przede wszystkim myć! - zdecydowanie uznałabym to za największą bujdę jaka kiedykolwiek słyszałam. Cóż, troszkę bym się pomyliła, bo ANTI-HAIR LOSS od Yves Rocher, robi kawał dobrej roboty, a dodatkowo naprawdę przyjemnie pachnie - jak dla mnie jest to miły dla nosa zapach polnej trawy :)


Może zacznę od tego, że jestem kompletną nowicjuszką jeżeli chodzi o produkty tej francuskiej marki, a z ich oferty kusi mnie nie jeden kosmetyk. Patrząc na to jak wydajny i przyjemny w użytkowaniu jest ten szampon nasza znajomość nie skończy się tu i teraz :) Do rzeczy, butelka wykonana jest z miękkiego plastiku, a koncepcja wyglądu zachowana jest w naturalnych tonach i barwach. Nalepka nie odkleja się, również ta z polskimi napisami na odwrocie opakowania. Jedyny problem miałam z zamykaniem, które za nic niekiedy nie chce się otworzyć i potrzeba dużej siły by sobie z tym poradzić. 


Od producenta: Pochodzący z regionu Morza Śródziemnego i z Ameryki Południowej biały łubin jest rośliną powszechnie uprawianą w Europie. Wyciąg z ziaren bogaty w proteiny i lipidy ma właściwości zapobiegające wypadaniu włosów. Wyciąg ten jest również znany ze swych właściwości stymulujących mikro krążenie skórne. Biały łubin wyselekcjonowany przez Naukowców Laboratorium Yves Rocher pochodzi z ekologicznych upraw. Formuła bez silikonu dzięki czemu włosy są lekkie i miękkie. 

Skład: Aqua, Ammonium Lauryl Sulfate, Polyacrylate-1 Crosspolymer, Cocamidopropyl Betaine, Decyl Glucoside, Coco-Glucoside, Glycol Distearate, Glyceryl Oleate, Parfum, Sodium Benzoate, Glycerin, Citric Acid, Polyquaternium-10, Guar Hydroxypropyltrimonium Cloride, Glyceryl Stearate, Lupinus Albus Seed Extract, Sodium Chloride, Salicylic Acid, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Geraniol

Cena: około 14 PLN/200 ml


Szampon ma to do siebie, że raczej kiepsko się pieni, co z pewnością jest zasługą dość delikatnego składnika myjącego, a po jego użyciu włosy są jakby dalej nie umyte. Początkowo to uczucie było naprawdę denerwujące, jednak ten fakt nie wpływa na późniejszy, dobry wygląd włosów. Produkt dobrze sobie radzi także z olejami, jednak tu potrzebna jest jakby podwójna dawka - dla pewności :)


Najważniejsze, czyli działanie. Nie zauważyłam by szampon całkowicie zahamował wypadanie włosów, które powróciło po stosowaniu odżywki z Seboradin, jednak zdecydowanie je ograniczył. Przy codziennym myciu dość uciążliwe było zostawianie produktu na włosach przez około dwie minuty jak zaleca producent, jednak mam wrażenie, że dzięki temu obecnie widać lepsze efekty. Nie zauważyłam by poprawił się ogólny wygląd włosów, lub by wpłynęło na to stosowanie szamponu z Yves Rocher, jednak zmniejszona ilość wypadających włosów podczas każdego czesania to aż nadto czego oczekiwałam po tym produkcie.

Co o nim myślicie? Mieliście coś z Yves Rocher?
Słyszałam o ich kultowym płynie micelarnym i tych malutkich żelach pod prysznic - co o nich sądzicie? :)
pozdrawiam.

2/04/2015

KREM DO RĄK TOTAL NUTRITION OD EVRÈE

Krem do rąk, szczególnie w okresie zimowym, to coś obowiązkowego! Jednak jeśli jest zadowalający, ma korzystną cenę i jest dobrze dostępny, jego używanie staje się nie tylko obowiązkiem, ale i przyjemnością. Taki jest krem od Evrèe - niesłychanie wydajny i odpowiednio pielęgnujący skórę dłoni. Czego chcieć więcej? Otóż niczego - zapraszam :)


Przede wszystkim, urzeka mnie wygląd zewnętrzny opakowania, które ma uroczy różowy kolor (wersja regenerująca jest w odcieniu czerwieni, a nawilżająca w niebieskim) i mimo, że jest dość proste, zdecydowanie przyciąga uwagę na półkach. Dodatkowo, te 100 mililitrów kremu wydaje się nie kończyć, a rozcięcie tuby z miękkiego plastiku nie sprawia najmniejszego problemu.

Od producenta: Krem do skóry suchej i wrażliwej. Głęboko odżywia i nawilża skórę dłoni, łagodzi podrażnienia, przywraca zdrowy wygląd, zmiękcza dłonie oraz nadaje im jedwabistą gładkość. Emolienty roślinne zawarte w kremie przyspieszają wnikanie składników aktywnych w głębokie warstwy skóry dłoni, tworząc na ich powierzchni ochronny filtr. Nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości. Składniki aktywne: olejek macadamia, olejek migdałowy, witaminy E+F, masło shea.

Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Cera Alba (Beeswax), Aluminum Starch Octenylsuccinate, MacadamiaTernifolia Seed Oil, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum (4.11.2014)

Cena: około 8 PLN


Krem od Evrèe ma dwie, dla mnie szczególnie ważne, zalety - pozostawia skórę dłoni solidnie odżywioną, co utrzymuje się naprawdę długo, a także szybko się wchłania i nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na dłoniach. Jego konsystencja początkowo jest dość gęsta, jednak w kontakcie z ciepłem ciała zauważyłam, że zdecydowanie robi się bardziej wodnista. Tym co może się nie spodobać to zapach, który kojarzy mi się z męskim dezodorantem, jednak słyszałam opinie, że po prostu śmierdzi. Suma summarum, noszę go w torebce i jako krem, którym smaruję dłonie w ciągu dnia, często kilkakrotnie, sprawdza się idealnie, a przez to, że szybko znika ze skóry nie mam problemów z lepieniem się do różnych rzeczy, co spotkałam w niejednym droższym kremie.

Co o nim myślicie? Jakie jest Wasze doświadczenie z firmą Evrèe? 
Z ich oferty chętnie kupiłabym olejek różany i peeling do stóp :)
pozdrawiam.

1/26/2015

NOWOŚCI: EZEBRA | SKARBY SYBERII

Dziś odebrałam bardzo miłą przesyłkę z zamówionymi produktami, a jako, że miałam naprawdę niewiele do wydania skupiłam się raczej na kosmetykach, które po prostu muszę mieć! Właśnie dlatego znalazł się tu podkład Bourjois i glinki, zarówno biała, jak i czarna, ze Skarbów Syberii. Liczę, że nowa forma wpisu z małymi nowościami spodoba Wam się na tyle, że będę mogła ją powtórzyć - zapraszam :)


Zacznę od zakupów ze sklepu internetowego ezebra.pl. Po pierwsze: puder Rimmel Stay Matte w odcieniu Transparent - dużo o nim słyszałam na YouTube, dodatkowo jest to pierwszy puder jaki kiedykolwiek sobie kupiłam, więc czuje do niego swego rodzaju sentyment, choć kiedyś używałam wersji z kolorem. Po drugie: Seche Vite - jako, że mam w domu jego dużą wersję, a połowa już zgęstniała, postanowiłam zamówić zaledwie 3,6 ml, by być pewną, że zużyje go do końca. Kolejny produkt to wyczekiwany Bourjois Healthy Mix w odcieniu 51 Light Vanilla, a dlaczego? Już od dawna chciałam go mieć, tylko nigdy nie było mi po drodze, a w drogeriach jest dość drogi (na ezebra.pl kupiłam go za 33 złote). Na koniec płynny róż z Manhattan, który kupiłam właściwie do testów i z ciekawości :)


Kolejne zakupy zrobiłam na stronie skarbysyberii.pl, a tam kupiłam: czarną glinkę przeciwtrądzikową oraz białą glinkę wybielającą na przebarwienia. Zamówiłam także dwie maski do włosów z Bani Agafii: siedem sił i regenerującą. Obie mają wygodne opakowania i kuszące ceny, więc, choć ich nie potrzebuje, to tak wyszło :)

Co sądzicie o moich małych zakupach? 
Jestem ciekawa czy polecacie coś z tych produktów :)
pozdrawiam.

1/15/2015

SPOSÓB NA WYPADANIE WŁOSÓW | Seboradin Niger Lotion

Jak dotąd nie dotknął mnie problem przetłuszczających się włosów, aż do pewnego czasu kiedy zauważyłam, że nadmierna pielęgnacja (tak, to możliwe) doprowadziła do nieświeżego wyglądu wieczorami - dodam, że włosy myję codziennie. Oprócz tego osłabione zaczęły nadmiernie wypadać i co rusz spotykałam się z podłogą, bądź szczotką pełną moich włosów. Zaczęłam szukać pomocy i sięgnęłam po wspomniane ampułki (klik), które przyniosły krótkotrwałą ulgę. O Seboradin Niger Lotion przeczytałam na jednym z blogów, a jego działanie zadowoliło mnie w stu procentach - zapraszam :)


Standardowa butelka z atomizerem to doskonałe rozwiązanie; nakładając produkt wystarczyło, że dzieliłam pasma na głowie po czym spryskiwałam skalp i wcierałam go w skórę. Dodatkowo dzięki temu zawsze odliczałam równą liczbę psiknięć, by równomiernie go rozłożyć. Zdecydowaną wadą Seboradin Niger Lotion jest zapach. Wspomniana przez producenta rzepa jest okropnie wyczuwalna i przyznam szczerze, że trudno mi było przyzwyczaić się do tego, nie ukrywając, smrodu - na szczęście po umyciu nic nie było czuć :)


Od producenta: Intensywnie działający preparat, zapobiega przetłuszczaniu się włosów, reguluje pracę gruczołów łojowych. Zawiera bogate w witaminy, mikroelementy oraz związki siarki wyciągi z czarnej rzodkwi, tataraku, dziurawca, które wzmacniają, stymulują włosy do wzrostu, zapobiegają wypadaniu i łamaniu się włosów. Lotion hamuje rozwój flory bakteryjnej w mieszkach włosowych, działa przeciwzapalnie i przeciwłupieżowo. Stosowany systematycznie przed okres min. 2-3 tyg. sprawia że włosy są puszyste, wzmocnione, odżywione, nawilżone, lśniące i miękie. Odzyskuję zdrowie i piękny wygląd. Preparat zawiera naturalne antyoksydanty zawarte w ekstraktach ziołowych.

Skład: Alcohol (and) Diethyl Phthalate (and) Propylene Glycol, Aqua, Hypericum Perforatum Extract, Pine Oil, Calamus Extract, Raphanus Nigra Extract, Coriander Oil, Thymol, Tea Tree Oil, Castor Oil, Cl 17200

Cena: około 20 PLN


Wcierka skutecznie zahamowała, a raczej ograniczyła wypadanie włosów, które w trakcie jej stosowania ewidentnie zachowywały się lepiej - były jakby bardziej puszyste i z pewnością mniej się przetłuszczały. Nie zauważyłam by codzienne używanie wywołało u mnie podrażnienie, jednak byłam mile zaskoczona kiedy zaczęły pojawiać się niewielkie baby hair wzdłuż linii czoła. Tym co zauważyłam był także szybki porost włosów i nieosiągalny jak dla mnie do tej pory trzy centymetrowy odrost w ciągu ponad miesiąca


Po około trzech miesiącach od końca Seboradin Niger Lotion wszelkie nowe włoski, które się pojawiły, wciąż rosną, jednak wypadanie unormowało się i teraz zależnie od dnia wypada mi około trzydziestu włosów dziennie. Lekkie przetłuszczanie to natomiast mój stały problem, z którym nie poradził sobie produkt. Mimo to, rekompensata w postaci zmniejszonego wypadania i nowe włoski klasyfikują Seboradin Niger Lotion na mojego ulubieńca zeszłego roku :)

Jakie znacie kosmetyki tej marki? Polecacie coś na wypadanie włosów?
pozdrawiam.

1/12/2015

POMADKA BABY LIPS LIP BALM OD MAYBELLINE | PEACH KISS

Zdecydowałam się na pomadkę od Maybelline w odcieniu Peach Kiss już jakiś czas temu, głównie dlatego, że w szczególności zimą staram się wystrzegać kolorowych ust, które wyglądają na jeszcze bardziej spierzchnięte niż są w rzeczywistości. Baby Lips było obietnicą nawilżonych, odżywionych i pokrytych lekkim kolorem warg, co kusiło niesłychanie. Suma summarum okazało się to całkiem przyjemne, a pomadka spisuje się wyśmienicie na zewnątrz - zapraszam :)


Zamknięte w uroczym opakowaniu Baby Lips są wygodne w użytkowaniu i przede wszystkim niesamowicie higieniczne. Nadruki wyglądają przejrzyście, nie ścierają się, a sam plastik, z którego jest wykonana całość jest solidny i nie pęka. Również zamknięcie nie sprawia, że pomadka otwiera się w torebce lub w kieszeni.


Skład: Polybutene, Octyldodecanol, Isopropyl Myristate, Petrolatum, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Polyethylene, Ozokerite, Ethylhexyl Salicylate, Butyrospermum Parkii Butter / Shea Butter, Diisostearyl Malate, Candelilla Cera / Candelilla Wax / Cire De Candelilla, Vp/Hexadecene Copolymer, Silica Dimethyl Silylate, Parfum / Fragrance, Calcium Aluminum Borosilicate, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Alumina, Aroma / Flavor, Silica, Isopropyl Palmitate, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Limonene, Synthetic Fluorphlogopite, Calcium Sodium Borosilicate, Benzyl Benzoate, Centella Asiatica Extract, Aluminum Hydroxide, Citral, Linalool, Hexyl Cinnamal, Tin Oxide, Geraniol, Eugenol, Aloe Barbadensis Extract / Aloe Barbadensis Leaf Extract, Mel / Honey / Miel, Calcium Pantothenate, Ascorbic Acid, Dimethicone, Sodium Chondroitin Sulfate, Atelocollagen. 
May Contain: CI 77891 / Titanium Dioxide, MICA, CI 45410 / Red 28 Lake, CI 77491, CI 77492, CI 77499 / Iron Oxides, CI 15850 / Red 7, CI 45380 / Red 22 Lake, CI 19140 / Yellow 5 Lake. CI 42090 / Blue 1 Lake, CI 15985 / Yellow 6 Lake, CI 75470 / Carmine.


Formuła pomadki jest raczej zbita, a ona sama z łatwością sunie po wargach - również na mrozie nie zamarza i nie jest tępa w uczuciu. Zauważyłam, że pomadka jest raczej lekko nawilżająca, bardziej sprawdza się w roli ochronnej, ponieważ dość długo zostaje na ustach. Prócz naprawdę niewielkich, jednak zauważalnych drobinek brokatu, które są nie do zdarcia. Przechodząc do koloru, jak wspomniałam jest tu brokat, jednak w połączeniu z lekkim kolorem Baby Lips nie wygląda tandetnie. 


Odcień określony przez producenta jako Peach Kiss idealnie odwzorowuje zapach pomadki, która pachnie okropnie słodką brzoskwiniową galaretką i utrzymuje się na ustach zaskakująco długo. Pomadka to raczej dobra ochrona przed wysuszeniem, ale nie nawilżenie, czy odżywienie; sprawdza się dobrze na dworze, kiedy nie dopisuje pogoda i raczej średnio zastępuje kolorową szminkę, chyba, że ktoś tak jak ja rzadko lubi poszaleć z kolorem na ustach - szczególnie w zimę :)

Co o niej myślicie? 
pozdrawiam.